12 września 2017

174# Zmieszanie, prawdziwe uczucie i łzy czyli "Tysiąc pocałunków"

Informacje:
Autor: Tillie Cole
Oryginalny tytuł: A Thousand Boy Kisses
Polski tytuł: Tysiąc pocałunków
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 400
Cena: 39,90 zł
Polska premiera: 17.05.2017










Ludzie kolekcjonują różne rzeczy. Niektórzy zbierają znaczki, inni zachowują każdy bilet z kina lub parku rozrywki. 
Ale są też osoby, które gromadzą...pocałunki.
Rune Kristiansen i Poppy Litchfield poznali się jako dzieci. Ich uczucie rosło z każdym rokiem - aż pewnego dnia, zostali rozdzieleni.
Kiedy dwa lata temu, chłopak wrócił do rodzinnej Norwegii, a Poppy przestała się do niego odzywać, wydawało się, że to już koniec. 
Teraz, siedemnastoletni Rune wraca do sennego miasteczka w stanie Georgia. Chce dowiedzieć się, dlaczego jego ukochana odcięła się od niego z dnia na dzień. Prawda może okazać się jednak niezwykle bolesna...

Jeżeli czytacie mojego bloga od dłuższego czasu, to zapewne wiecie, że nie przepadam za typowymi romansidłami - szczególnie NA lub literaturą kobiecą Większość historii z tego gatunku jest do siebie bardzo podobno co sprawia, że podczas lektury po prostu się nudzę, a rozterki głównych bohaterów przyprawiają mnie o ból głowy. Skuszona jednak pozytywnymi opiniami o Tysiącu pocałunków postanowiłam dać szansę Tillie Cole. Będę szczera - ta historia zostawiła za sobą naprawdę wielki mętlik w mojej głowie.

"Fascynowało mnie utrwalanie chwil na kliszy. Czasami pozostawały nam po nich tylko zdjęcia. W rzeczywistości nie ma powtórek. Cokolwiek przedstawiały utrwalone przez aparat momenty, definiowało nasze życie - ukazywało jego sens. Zatrzymanie chwili na zdjęciu sprawiało, że pozostawała ona wiecznie żywa. Fotografia niczym nie różniła się od magii."

Przez pierwszych kilka stron byłam oczarowana - Tillie Cole posługuje się lekkim, naprawdę przyjemnym w odbiorze językiem. Zauroczona historią, z wielką chęcią przewracałam strony, zaintrygowana rozwojem fabuły. Jednak wraz z każdym kolejnym zdaniem, mój entuzjazm malał - i zorientowałam się, że znowu mam do czynienia z typowym romansidłem NA. Stwierdziłam, że nie poddam się jednak łatwo - i ku mojemu zaskoczeniu, wciągnęłam się. Autorka naprawdę poplątała mi w głowie. Tysiąc pocałunków jest książką do bólu słodką, momentami przedramatyzowaną i banalną - ale z drugiej strony, wywołała we mnie tak dużo emocji, że nie mogę jednoznacznie jej skreślić.

"(...) Warto być szczęśliwym. W przeciwnym razie życie nie miałoby sensu."

Relacja głównych bohaterów jest głęboka - to miłość rodem z hollywoodzkich komedii romantycznych. Autorka stworzyła parę która idealnie wpisuje się w schematy NA - bolesny sekret, filozoficzne sentencje wyrzucane z rękawa - według moich standardów i patrząc na to co lubię, ta relacja nie powinna wzbudzać we mnie wielkich emocji. Cóż - tak się jednak stało. Nie potrafiłam być obojętna na to, co dzieje się z Poppy i Runem. Ta dwójka na pewno nie zajmie szczególnego miejsca w moim sercu ale..już dawno nie uroniłam tylu łez podczas lektury. Kiedy zorientowałam się, że płaczę byłam szczerze zaskoczona - nie spodziewałam się, że Tillie Cole wyciśnie ze mnie tak wiele uczuć.

" - Znałam kiedyś chłopca, którego kochałam całym sercem. Chłopaka, który żył chwilą. Powiedział mi, że zaledwie jeden moment jest w stanie odmienić świat. Zmienić czyjeś życie. Czyjeś istnienie, które w ciągu tej jednej krótkiej chwili ma szansę stać się nieskończenie lepsze lub gorsze."

Nie jestem w stanie określić mojego stosunku do tej historii. Przesłodzenie, banalność, schematyczność - to pierwsze słowa które przychodzą mi na myśl, kiedy spoglądam na okładkę Tysiąca pocałunków. Między wierszami tej historii, odkryłam jednak piękną i wzruszającą opowieść o prawdziwej miłości, poświęceniu dla drugiej osoby która wywołuje rollercoaster emocji. Tak jak wspominałam - Tillie Cole sprawiła, że pisząc ten tekst jestem naprawdę zdezorientowana. Do tej historii nie mam zamiaru wracać - ale czuję, że przez dłuższy czas będzie mi krążyć po głowie.

" - Nic co piękne, nie może trwać wiecznie, prawda?"

Jeżeli lubicie romansidła i obyczajówki sądzę, że pokochacie Tysiąc pocałunków. Osobom które stronią od takich opowieści nie mogę szczerze polecić tej historii - ale równocześnie, nie odradzę sięgnięcia po tę książkę. Kto wie - może i Was Tillie Cole zostawi z mętlikiem w głowie?

Moja ocena to: 7/10 

Czytaliście tę książkę?
Co o niej sądzicie?
Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach <3
Zaczytanego!
Charlotte


Więcej nowości na stronie księgarni internetowej Tania Książka

6 komentarzy:

  1. Myślę, że to książka którą chętnie przeczytam jeśli znajdę ją w bibliotece, ale na pewno nie zaryzykuję kupna.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Może i jest nieco schematyczna ale... podobała mi się <3 Płakałam na ostatnich stronach jak bóbr :(

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  3. To na razie nie dla mnie! Nie mogę teraz przebrnąć przez żaden romans :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię poruszające książki. Ta ma zapewne mi się spodoba.

    Pozdrawiam. i zapraszam do mnie :)
    Kasia
    http://misskatherinesblog.blogspot.com
    IG @misskatherinesblog (https://www.instagram.com/misskatherinesblog/)

    OdpowiedzUsuń

Drogi miłośniku książek!

Witam Cię na moim blogu :)
Skoro już tu jesteś - zaznacz swoją obecność komentarzem - może masz inne zdanie na temat recenzowanej przeze mnie książki, bądź po prostu chcesz się wypowiedzieć na dany temat, lub o coś zapytać?
Śmiało - nie gryzę ;)