7 kwietnia 2015

5#Podróże w Czasie, Chronograf i Gen czyli Czerwień Rubinu


  Myślę, że każdy z nas, czasem zaczyna się zastanawiać nad  życiem w dawnych czasach. Jak się wtedy wyglądała codzienna rutyna? Przecież nie wszystkiego możemy dowiedzieć się z historycznych książek lub programów, a na lekcjach historii mamy przecież program którego trzeba przestrzegać.
 A co gdyby podroże w czasie byłyby możliwe? Skorzystalibyście z okazji?
 Niestety takie wyprawy nie są proste, o czym dobrze wie bohaterka trylogii Kerstin Gier.
 Gwendolyn Shepherd nie jest wybitnie mądra ani ładna- wydaje się być zwykłą nastolatką. Problem w tym, że jej rodzina od pokoleń posiada gen podróży w czasie. Wszyscy czekają, aż gen zacznie działaś u Charlotte- irytująco idealnej kuzynki dziewczyny. Kuzynki pod której cieniem Gwen idzie przez życie.
 Pewnego całkiem zwyczajnego dnia, panna Shepherd cofa się o sto lat wstecz. Okazuje się, że to ona a nie jej zadzierająca nosa kuzynka odziedziczyła dar.
 Od tamtej chwili Gwen przestaje być zwykłą nastolatką - bo czy przeciętna dziewczyna przeskakuje sobie w czasie?
Wśród Strażników, którzy pomagają jej z przeskokami poznaje Gideona. Cechy szczególne? Przystojny, arogancki i szarmancki.
 Gwen musi sobie poradzić w nowej rzeczywistości. Czy da radę?


"Czerwień Rubinu" to pierwszy tom trylogii czasu. Słyszałam co nieco o tej pozycji i muszę stwierdzić, że jest to najlepsza książka z motym podróży w czasie jaką czytałam. Nie jest prosto się od niej oderwać- ale nie sądzę,by ktokolwiek chciał! Pierwszy tom jest wprowadzenien do całej trylogii i zwykle może wydawać się nudny i przeciągany, ale tutaj jestem pozytywnie zaskoczona. Coś się dzieje, poznajemy tajniki podróży w czasie oraz poprzez pierwszosobową narrację, jest wrażenie jakbyśmy sami tych podróży doświadczali.

Jeśli chodzi o bohaterów są dość zróżnicowani, ale można w nich dostrzec kapkę innych postaci z literackiego świata. Sam Gideon pod pewnymi względami przypominał mi Jace'a z Darów Anioła. Sama Gwen potrafi być lekko irytująca, jednak nic nie przebije Charlotte. Ta dziewczyna to najbardziej irytująca postać z jaką się (niestety) spotkałam. ( Czemuż, to czemuż jest moją imienniczką?!)  Mimo to gdyby nie ona, ta historia byłaby z pewnością pusta.
Nikt tutaj nie jest idealny, co nadaje tej powieści realizmu, mimo jej fantastycznych wątków.

W "Czerwieni Rubinu" jest trochę akcji, trochę romansu i kapka sekretów- czyli ładnie to ubierając w słowa, coś idealnego do schrupania przez książkoholików.

                                            „Opal i bursztyn to pierwsza para,
                                             agatu w B głosy, wilka awatara,
                                             duet- solutio!- z akwamarynem,
                                             za nimi z mocą szmaragd z cytrynem,
                                             karneole bliźniacze to Skorpion,
                                             ósmy jest jadeit, digestion.
                                             W E-dur czarny turmalin pobrzmiewa,
                                             w F blask szafiru jasny olśniewa
                                             i diament, z nimi prawie w rzędzie,
                                            jedenaście i siedem, Lew poznany będzie.
                                            Projectio! Czas płynie strumieniem,
                                            rubin to początek lecz i zakończenie.”

Powieści Kerstin Gier są według mnie obowiązkowe dla osób lubiących takie klimaty.
Opisy w powieści nie męczą, a wszystko jest ładnie i zgrabnie opisane.

Ciekawostka :
Na podstawie trylogii powstały filmy. W główne role wcielili się Maria Ehrich oraz Jannis Niewöhner.
Filmów jeszcze nie widziałam. Opinie są podzielone, w większości negatywne, co mnie trochę odstrasza,ale jak tylko oglądnę to dam wam znać :)

Więc do roboty! Chwytajcie za myszki i zamawiajcie "Czerwień Rubinu" - nie pożałujecie.

Pozdrawiam
Charlotte Andell

2 komentarze:

  1. Wielokrotnie stykałam się z tą książką, a to w bibliotece, księgarni, u koleżanki na półce... Może skoro tak za mną chodzi w końcu po nią sięgnę ;) Tym bardziej, że tak pozytywnie ją oceniasz :)
    NiczymSzeherezada.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba muszę udać się po nią do biblioteki :) Koleżance też się bardzo podobała :) Recenzja bardzo, ale to bardzo zachęcająca :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi miłośniku książek!

Witam Cię na moim blogu :)
Skoro już tu jesteś - zaznacz swoją obecność komentarzem - może masz inne zdanie na temat recenzowanej przeze mnie książki, bądź po prostu chcesz się wypowiedzieć na dany temat, lub o coś zapytać?
Śmiało - nie gryzę ;)