30 czerwca 2015

3# Wywiad z Książkoholikiem - autorka Alice Hill

Witajcie! Dzisiaj mam dla was trzecią odsłonę cyklu - "Wywiad z Książkoholikiem". Tym razem, rozmawiałam z autorką "Skazanych" czyli Alice Hill.
Serdecznie zapraszam :)

Ja= J
Alice Hill = A.H

J.Czy pamięta Pani, jak rozpoczęła się Pani przygoda z książkami?

A.H. Pierwsze książki, które pamiętam, takie zupełnie pierwsze, kojarzę z czasu kiedy miałam zaledwie kilka lat. Jedną z nich była historia krecika, nie pamiętam jej tytułu. Książka była specyficzna, bo przez kolejne strony przesuwało się nic innego jak tekturowego kreta właśnie. Mój brat uwielbiał tę książkę, więc Mu ją czytałam. Warto zaznaczyć, że jest ode mnie raptem 2 lata młodszy, więc nie mogło być to naprawdę płynne czytanie. Załóżmy, że ja miałam wtedy 5, a On 3 lata :)
Później tata kupił mi "Filonka Bezogonka", mama zareklamowała Curwooda, a bibliotekerka Alfreda Szklarskiego ;)

J. Częściej Pani kupuje czy wypożycza książki?

A.H. Trudno powiedzieć. W tej chwili najczęściej trafiają do mnie egzemplarze recenzenckie, więc książek kupuję mniej, chyba że specjalistyczne. Biblioteczne konta z kolei mam wiecznie zablokowane tytułami potrzebnymi do napisania a to projektu, a to pracy licencjackiej (do zeszłego roku) lub magisterskiej (od poprzedniego semestru). Staram się też działać nieco na płaszczyźnie naukowej poza tymi obowiązkowymi tekstami, więc niekiedy wypożyczam coś do prezentacji dla Koła Antropologów lub prelekcji przed filmami np. w ramach DKFu.
Ale kiedyś spędzałam w bibliotece mnóstwo czasu i tam kształtował się mój czytelniczy gust. A w zasadzie pozwalałam poniekąd decydować za siebie paniom bibliotekarkom  :)

J. Nie tak dawno,.wydała Pani swoją debiutancką powieść. Jakie to uczucie, przechodzić koło półek i widzieć tam swoje dzieło?

A.H. To bardzo dobre pytanie. Dopóki "Skazani" byli tylko komputerowym plikiem wszystko wydawało się jednocześnie nierzeczywiste i fascynujące, jednak kiedy pierwszy raz dotknęłam już materialnej książki to... Myślałam, że będzie to wyglądało nieco inaczej; że coś się we mnie zmieni; albo zaleje mnie przytłaczająca fala ekscytacji. A w rzeczywistości miałam wrażenie, że "Skazani" się ode mnie oddalają. Przestali być tylko moi, nagle stali się (potencjalnie) wszystkich. Pępowina została przecięta, papierowe dziecko dojrzało i odeszło, by samotnie walczyć o miejsce w świecie. Tak to jest, prawda? Że tekst musi obronić się sam. Autor może już tylko patrzeć i słuchać.

J. Wykorzystała Pani w książce dość mało znaną mitologię. Czy zastanawiała się Pani nad użyciem popularniejszej?  Na przykład greckiej, rzymskiej?

A.H. Ani przez chwilę. To nie było do końca tak, że ja wybrałam tę mitologię. Zainteresowałam się nią, jakimś absolutnym przypadkiem, pochłonęła mnie bez reszty i została. Zastanawiałam się nawet, dlaczego tak późno zaczęłam zgłębiać mitologię hebrajską. Teoretycznie przecież Polska jest krajem w znaczącej części katolickim. Przez tysiące lat jednak przesiew informacji i transformacje wiary doprowadziły do tego, że większość wykorzystanych przeze mnie informacji wydaje się wręcz wymyślona, nikt już o nich nie pamięta; nie dowiadujemy się także podobnych rzecz z historii czy innych zajęć na drodze edukacji.
Mitologie grecka i rzymska są już w pewien sposób przepracowane.   Nie wymagają odświeżenia, a hebrajska owszem. Zwłaszcza, że to naprawdę fascynujące opowieści (jeżeli mogę użyć takiego słowa).

J. Czy ma Pani jakieś rady, dla początkujących pisarzy?

A.H. Nawet nie wiesz, jak wiele osób mnie o to pyta! Zupełnie obce osoby, znajomi albo znajomi znajomych. Tymczasem, pomimo tego, że "Skazani" pojawili się w księgarniach ja wciąż nie czuję się uprawniona do takich rad Emotikon smile. Powtórzę więc jedynie to, co sama kiedyś usłyszałam bądź przeczytałam, co mi pomogło przygotować się do pisania i ostatecznie skończyć powieść. Po pierwsze dużo czytać i pisać. Czytanie, zwłaszcza różnorodnych lektur, poszerza horyzonty - i to nie tylko wyobraźni, ale również, może i przede wszystkim, języka. Pisanie to szlifowanie. Nikt nie urodził się geniuszem. Istnieje teoria, że żeby być w czymś mistrzem, należy poświęcić na to 100000 godzin. A więc poświęcajcie - czytajcie i piszcie (formy wszelakie - recenzje, newsy, opowiadania, wiersze, haiku, czego dusza zapragnie), to z pewnością nie zaszkodzi.
Druga sprawa. Wena nie istnieje. Obraźcie się na mnie, wyśmiejcie mnie, Wasz wybór. A nawet, jeżeli istnieje, to musi wiedzieć, gdzie Was szukać. A więc jaka jest złota myśl każdego początkującego pisarza? Pisanie to sztuka przyłożenia czterech liter do krzesła. Siedźcie tam, piszcie, a Wasza wena w końcu Was znajdzie.
I ostatnia, trzecia rada. Chcecie, czy nie - piszcie. Boli Was głowa? Trudno. Jesteście śpiący? Bywa. Zwyczajnie się Wam nie chce? To zastanówcie się dwa razy, czy naprawdę macie ochotę robić to przez resztę życia. Pamiętajcie - nawet najgorszy tekst można poprawić, ale absolutnie nic nie da się zrobić z tekstem, który nie istnieje.

J. Kiedy zaczęła Pani swoją przygodę z pisaniem?

A.H. Miałam kilka lat, trudno powiedzieć mi ile. Na pewno jeszcze przed szkołą podstawową. Z bratem rysowaliśmy mazakami wydarzenia z naszego rodzinnego życia i opisywaliśmy je krótki zdaniami. To był raczej komiks, albo jego próba, ale wciąż forma pisania. Zwłaszcza, że ilość ryz papieru wykorzystana do tego procederu z pewnością pozbawiła życia niejedno drzewo. Szkoda. Później była Wika na Wenus - historia mojego psa na obcej planecie i cała gama przeróżnych opowiastek, mniej lub bardziej magicznych, ale z pewnością przygodowych. Pisałam o swoich kilkuletnich rówieśnikach przemierzających lasy i usiłujących rozwiązać mroczne tajemnice

J. Czy podgryza lub popija coś Pani podczas czytania? :)

A.H. Raczej wprost przeciwnie. Może, gdybym pisała bez przerw na inne obowiązki wreszcie udałoby się schudnąć :)  Kiedy wpadam w ciąg pisarski w zasadzie nie jem, chyba że mój ukochany M. skusi mnie zapachem smażonych naleśników, stawiając je pod nosem. Posiłkowo dzień zaczynam od kawy. Potem kilka energetyków, a w krytycznych momentach - papieros. jeżeli jednak nie zaczęliście jeszcze palić, nie róbcie tego. To wstrętna sprawa.No i z tymi energetykami też lepiej nie przesadzać :)
Przy czytaniu jest zupełnie inaczej, zwłaszcza lektur, które budzą napięcie.
Wtedy najchętniej obłożyłabym się czymś chrupiącym. Ale energetyki i tutaj mi towarzyszą - bo jak już się w książkę wciągnę, to chcę ją przeczytać do końca. Nieważne, która godzina :)

J. Odejdźmy trochę od książkowych tematów. Czy ma Pani jakieś inne hobby oprócz pisania?

A.H. Próbowałam w swoim życiu wielu rzeczy. Od tańca towarzyskiego, przez tenisa aż do jazdy konnej. Próbowałam uczyć się w domowym zaciszu mandaryńskiego, śpiewałam, a nawet dziergałam na krośnie kocyki. Występowałam w amatorskim teatrze i grałam na gitarze. To wszystko jednak pojawia się i znika, przy niczym nie zatrzymałam się na dłużej (chociaż jazdę konno wciąż uwielbiam). Gdybym miała wskazać coś, co kocham w miarę stale poza pisaniem, byłyby to samochody. Uwielbiam szybkie samochody. Pagani Huayra, Koenigsegg, Mercedes AMG - marzę, by którymś się przejechać. Póki co wystarcza mi mój pojazd o wdzięcznym imieniu Mietek i polskie autostrady :)

J. Czy gdyby mogła Pani przez tydzień być jakimś zwierzęciem, to jakim i dlaczego?

A.H. Zdecydowanie kotem. Kotem, kotem, kotem ponad wszystko! Uwielbiam koty! Uwielbiam ich zgrabność, lekkość, majestatyczność i tajemnicze spojrzenia. Może nawet chciałabym być czarną pumą lub panterą? Stapiać się z mrokiem, budzić respekt i... trwać na granicy światów. Wiesz, że koty podobno śpią tyle, bo żyją jednocześnie w świecie żywych i umarłych? Podczas snu znajdują się po tej drugiej stronie :)

J. Nie wiedziałam! Ale to bardzo ciekawe :)  Czy ma Pani pomysł na kolejną, po "Przed czasem" serię?

A.H. Nie wiem, czy będzie to seria, ale mam już w głowie kilka pomysłów. Na pewno napiszę coś dystopijnego (już nawet coś tam zaczęłam), mnóstwo postapo (w tej chwili mam trzy otwarte opowiadania z tegoż gatunku), a także jeden koncept z Young Adult. Nie wiem jeszcze czy coś z tego rozwinie w pełni skrzydła. Staram się nie pisać nic dłuższego dopóki nie skończę tej serii, pozwalam sobie tylko na opowiadania. Przede wszystkim z obawy, że pomieszam rejestry, style i nastroje tekstów :)
Ostatnio zastanawiam się nad publikacją powieści odcinkowej w Internecie

Bardzo dziękuję Pani Alice Hill za rozmowę <3
Tutaj możecie dowiedzieć się trochę więcej o "Skazanych" ------>  KLIK

Podobał wam się wywiad? Koniecznie dajcie mi znać :)
P.S W czwartek niestety nie będę w stanie dodać postu, ale w sobotę i niedzielę zrekompensuję wam to recenzją i nowościami na mojej półce :)

Zaczytanego <3
Charlotte Andell

6 komentarzy:

  1. Tak, wywiad świetny :) P. Alice Hill jest niesamowitą osobą, a ja nadal nie czytałam jej książki. Nie no, kolejny wywiad, który przeczytałam i sprawia, że czuję się głupio, bo jeszcze nie sięgnęłam po Skazanych. Idę się wypłakać... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płaczmy razem :( Ja też niestety nie miałam jeszcze możliwości przeczytania "Skazanych". Wstyd,wstyd, wstyd :/

      Usuń
  2. Niesamowity wywiad. Przez te wszystkie wywiady i recenzje "Skazanych" mam ogromną ochotę na jej powieść. Teraz wiem, że MUSZĘ po nią sięgnąć.

    Bo kocham czytać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przeczytasz, koniecznie daj znać :)

      Usuń
  3. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award :D
    Mam nadzieję, że preðko odpowiesz na moje pytania ;)

    http://blog--ksiazkoholiczki.blogspot.com/2015/07/liebster-blog-award-1.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już chyba piąta albo czwarta nominacja! Nie wiem jak się z tym wyrobię :)
      Bardzo dziękuję :*

      Usuń

Drogi miłośniku książek!

Witam Cię na moim blogu :)
Skoro już tu jesteś - zaznacz swoją obecność komentarzem - może masz inne zdanie na temat recenzowanej przeze mnie książki, bądź po prostu chcesz się wypowiedzieć na dany temat, lub o coś zapytać?
Śmiało - nie gryzę ;)